Choć daleko od kraju, dla wielu kontakt z językiem polskim jest sprawą bardzo ważną. Dla nich właśnie – bo nie tylko dla emerytów lubujących się w zapachu kurzu – od czterech ponad lat w Dublinie działa polska biblioteka Biblary. O jej początkach, książkach z autografem i zmierzchu (?) papierowej książki, z Anetą Kubas, jedną z założycielek Biblary, rozmawia Anna Paś. Anna Paś: Czy Polacy na emigracji w ogóle jeszcze czytają? Kolejne sondaże pokazują, że z czytaniem w kraju coraz gorzej, a jakie Wy macie spostrzeżenia w tej materii?
Aneta Kubas: Odpowiedź jest prosta: gdyby nie czytali, nasza biblioteka nie miałaby racji bytu. Tymczasem do Biblary zapisało się 700 osób. W tym nie brakuje czytelników, którzy co tydzień wypożyczają po 3-5 książek. Z rozmów z osobami, które przychodzą do nas wynika, że kochają oni czytać i bez książki wręcz nie wyobrażają sobie życia.
Polacy w Irlandii mają także swoje prywatne księgozbiory. Przeczytane już pozycje często przynoszą do nas, by podzielić się nimi z innymi. Te dary są ważnym uzupełnieniem naszych zbiorów.
Czy winić za wszystko możemy komputery, czy może drukowana książka rzeczywiście odchodzi do lamusa?
A.K.: Drukowana książka moim zdaniem nigdy nie przejdzie do lamusa. Niczego bowiem się nie da się porównać z przyjemnością czytania papierowego wydawnictwa. Z moich obserwacji wynika, że e-booki czyta się raczej z konieczności, kiedy nie można z jakichś powodów dotrzeć do danej pozycji.
Dziś wszystko musi być mierzalne i policzalne – podaj mi zatem proszę trzy powody, dla których warto czytać książki?
A.K.: Niech odpowiedzią będzie cytat Umberto Eco, przytoczony ostatnio przez naszą nieocenioną wolontariuszkę, Magdalenę Maciaszek: „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Nie wyobrażam sobie innego tak bogatego źródła poznania, jak książki właśnie. Dzięki nim stajemy się mądrzejsi, a nasz światopogląd się poszerza. Mnie osobiście książka towarzyszy praktycznie wszędzie, jest dla mnie także po prostu sposobem na relaks.
Domyślam się, ze wśród użytkowników Biblary najlepiej „czytają się” kryminały i romanse, a może się mylę?
A.K.: Masz rację. Po ten rodzaj literatury najchętniej sięgają nasi czytelnicy. Poza tym bardzo popularny jest dział z fantastyką.
Biblioteka przez wielu postrzegana bywa jako zakurzone miejsce pełne lektur szkolnych i pożółkłych tomisk. Irlandzkie biblioteki łamią ten stereotyp, organizując zajęcia dla dzieci, udostępniając Internet czy prowadząc spotkania z autorami. Czy podobna rewolucję przejść muszą też polskie przybytki książkowe?
A.K.: Rzeczywiście, tutejsze biblioteki prowadzą ciekawe aktywności, które przyciągają osoby w każdym wieku i o różnych zainteresowaniach oraz potrzebach. Sama z przyjemnością czasami biorę w nich udział. Bardzo podobają mi się kąciki czytania książek najmłodszym podczas różnych festiwali. My też zorganizowaliśmy taki kącik – podczas obchodów Dnia Dziecka w polskim duszpasterstwie. Bardzo chcielibyśmy organizować więcej tego typu działań, niestety, nie mamy możliwości lokalowych. A szkoda, bo pomysłów mamy mnóstwo. Co do polskich bibliotek, to trudno mi generalizować. Przypuszczam, ze i u nas są książnice, w których takie aktywności się odbywają.
Prowadzenie biblioteki to zajecie o tyle niedochodowe, co szlachetne – skąd wziął się pomysł na Biblary?
A.K.: Pomysł wziął się od Roberta Nowaka, znanego polskiego radiowca i DJ-a. Kiedy przyszedł do mnie z tą ideą, od razu ją podchwyciłam. Oboje kochamy czytać i cierpieliśmy z powodu braku bezpośredniego dostępu do polskich książek. Wówczas pomysł założenia biblioteki wydawał się niewykonalny, ale my w to od początku wierzyliśmy. Nie mieliśmy nic – ani pieniędzy, ani lokalu, ani nawet tak naprawdę książek, poza swoimi skromnymi tutaj zbiorami. Najważniejszą kwestią był lokal i wtedy okazało się, że obecny mąż, a wówczas narzeczony Kamili Okuniewskiej, która przyłączyła się do naszego projektu, zamierza otworzyć biuro porad prawnych. Zaproponował, że nas „przygarnie” i tak się zaczęło. Dostaliśmy pierwsze książki – dar od Książnicy Pomorskiej i rozpoczęliśmy działalność. Początkowo na wariackich papierach, ale z czasem coraz bardziej formalizowaliśmy się i usprawnialiśmy naszą pracę. Po czterech latach mogę powiedzieć, że działamy w pełni profesjonalnie, ale cały czas z indywidualnym podejściem dla czytelnika. Wszyscy robimy to z potrzeby serca i życzliwości, czerpiąc jednoczesnie z tego zajęcia masę przyjemności i satysfakcji.
Zajęcie jest rzeczywiście niedochodowe, Biblary jest organizacją charytatywną. Wszyscy działacze są wolontariuszami. Chciałabym ich tutaj wymienić, ponieważ są oni bardzo skromnymi osobami, bardzo odpowiedzialnymi i zaangażowanymi w działalnośc biblioteki: Robert Nowak, prezes; bibliotekarze: Magdalena Maciaszek i Piotr Długosz oraz Adrian Maciaszek, który wiele nam pomaga. Przez trzy lata bardzo pomogła nam również Ilona Chanowska.
Niedawno obchodziliście mały jubileusz, kolejne urodziny – czy na przestrzeni lat biblioteka i jej czytelnicy zmienili się wiele? A może pamiętasz jakieś zabawne historie z książką w roli głównej? A.K.: Biblioteka bardzo się zmieniała. Zaczynaliśmy od jednego regału i notowania wypożyczeń i zwrotów w zeszycie. Teraz posiadamy 3,5 tysiąca książek, a czytelników obsługujemy za pomocą specjalnie dla nas napisanego programu komputerowego. Czytelnicy są wciąż tacy sami, choć nie ci sami. Wielu wyjechało, inni do nas dopiero dołączyli. Ale są z nami też osoby od czterech lat i z nimi jesteśmy wręcz zżyci.
Kim sa Wasi czytelnicy – uczniowie a może panie na emeryturze?
A.K.: Nasi czytelnicy to głównie osoby w wieku 25 – 45 lat, chyba więcej jest kobiet.
Czego najbardziej życzylibyście sobie z okazji kolejnych urodzin?
A.K.: Przede wszystkim, żeby biblioteka nie zatraciła nigdy swojego ducha – idei czynionej z sercem.
Prowadzicie teraz akcje fundraisingowa na rzecz Biblary, podczas której zbieracie książki od czytelników, wsparło Was tez kilka znanych nazwisk. Skąd Pani Agnieszka Fitkau-Perepeczko znalazla się wśród darczyńców?
A.K.: Jak już wspominałam, nasza działalność jest charytatywna. Wiele zawdzięczamy Ambasadzie RP w Dublinie, która wspiera zakup książek oraz sprzętów i akcesoriów biurowych. Niestety, nie znamy żadnych instytucji, które wspierałyby bieżącą działalność. Dlatego zmuszeni jestesmy cały czas poszukiwać źródeł dochodów. Stąd akcja zbierania i wystawiania na aukcje książek z autografami. Pomysł aukcji podsunął nam Warzyniec Prusky, znany polski blogger i autor książek, koordynacja projektu zas zajela się Magdalena Maciaszek, od czterech lat wolontariuszka w książnicy. Rozesłała ona w ciągu dwóch miesięcy listy do około pięćdziesięciu pisarzy. Odpisało kilkunastu, a dzisięciu przysłało swoje podpisane książki.
Jak zatem można Was wesprzeć?
A.K.: Ksiązki są systematycznie wystawiane na aukcje serwisu ebay.ie. Najlepiej jest wpisywać w wyszukiwarkę hasło „z autografem” wówczas powinny pokazać się nasze książki. Wspierać nas można dodatkowo, przynosząc książki oraz wrzucając datki do puszki wystawionej w bibliotece.
Żadna biblioteka nie mogłaby się obyć bez wszechwiedzącej Pani Bibliotekarki – co Ty czytasz najchętniej?
A.K.: W tym względzie zostawię głos Magdalenie Maciaszek, która wybiera książki i poleca je na naszym blogu
http://biblary.bloog.pl. Serdecznie zapraszam do odwiedzania go.
Polska Biblioteka w Dublinie „Biblary”
107 Amiens Street, Dublin 1
czynna: od środy do soboty, między godziną 13 a 17.30
www.biblioteka.ie
e-mail: biblary@gmail.com
Polskie Serwisy Społecznościowe. Podziel się na:
Tagi: biblary dublin, biblioteka, czytelnictwo, featured, ksiazki, polskie ksiazki w irlandii
Kategoria: Dublin, Polonia
Comments (2)
Trackback URL | Comments RSS Feed
Sites That Link to this Post